08:53

Motywacja czyli nihil novi

Temat, który wybrałem i o którym obiecałem napisać jest niezwykle oklepanym tematem, ale wiadomo, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, więc napiszę trochę o tym, czym dla mnie jest motywacja.


Dla mnie motywacja jest po prostu pozytywnym nakręcaniem się (nihil novi?). Bardzo potrzebny jest przy tym cytat "Jeśli chcesz znajdziesz sposób, jeśli nie chcesz znajdziesz powód" do dziś nie wiem czyjego autorstwa. W którymś momencie uświadomiłem sobie, że te słowa są moim mottem życiowym (obok kilku innych, ale o tym kiedy indziej).

Przejdźmy jednak do sedna.
Jeżeli stawia się sobie wyzwanie (oczywiście w granicach rozsądku), to trzeba liczyć się z tym, że mogą pojawić się problemy. Przy budowaniu czołgu zdarzyło mi się parę razy zwątpić w powodzenie tego projektu, ale gdy uświadomiłem sobie, ze ów czołg może wywołać efekt wow, zwyczajnie przestałem się przejmować tymi problemami, uspokajałem się i później już szło z górki [aż do następnego muru :)]. I to co napisałem, to jest właśnie to pozytywne nakręcanie się: efekt będzie mega, więc trzeba się spiąć, ogarnąć i to skończyć, choćby dla samej satysfakcji. I mówię sobie tak za każdym razem, gdy coś się chrzani. Nie ma sytuacji bez wyjścia, każdy o tym wie, choć w praktyce nie zawsze jest tak różowo, ale się da :).


Powinienem coś napisać o innym projekcie, który wciąż jeszcze jest w fazie realizacji, ale już niedługo bo w styczniu przyszłego roku ujrzy światło dzienne. Mowa tu o okręcie, projekcie, który przewyższa rozmachem kilkakrotnie projekt czołgu. Z nim jednak jest trochę inaczej. Tutaj zwyczajnie nie napotkałem się na problemy (i mam nadzieję, że się nie napotkam), przez które projekt mógłby zostać zawieszony (co nie oznacza, że tych pobocznych, rozwiązywanych w ciągu kilku minut problemów nie było) Dlaczego? Odpowiedź jest krótka i mieści się w słowach starego jak węgiel powiedzenia "Praktyka czyni mistrza". Chyba nie trzeba nic tłumaczyć :). Jak się człowiek czemuś poświęca, to z dnia na dzień wychodzi mu to coraz lepiej. W moim przypadku nie jest inaczej. Oczywiście, jeszcze wiele muszę się nauczyć, ale na pewno najtrudniejsze mam już za sobą.

Czas na puentę :).
Jeżeli się uwierzy w powodzenie jakiegoś projektu, to jest to już prawie 3/4 sukcesu i najlepsza droga ku temu, żeby się powiodło, nawet jeżeli po drodze pojawią się schody, a pojawią się na pewno. Najważniejsze żeby się nie załamywać i znaleźć swój własny, niepowtarzalny sposób na przezwyciężanie problemów. I na koniec powtórzę jeszcze raz, nie możemy się załamywać, bo wówczas nam się po prostu nie uda. Wiara czyni cuda.

Pozdrawiam #Papierowamaestria.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 PiM & PaM , Blogger